Nawet w najlepszym domu zwierze może być nieszczęśliwe. Czasami bowiem nie wystarczy mu troskliwa opieka i miłość właściciela. Żadne z obecnie uznawanych za domowe zwierząt nie żyje u boku człowieka od zawsze, choć my często zupełnie o tym zapominamy.
Każdego dnia organizacje niosące pomoc krzywdzonym zwierzętom dostają sygnały o kolejnych przestępstwach popełnianych przez ludzi. Problemem jest jednak nie tylko przemoc fizyczna wobec zwierząt, ale również zbyt mała wyobraźnia. Ludzie bardzo często adoptują zwierzęta, których wygląd wydaje im się atrakcyjny, bądź takie, które ich zdaniem nie sprawią zanadto kłopotu. Niezwykle rzadko przed podjęciem decyzji o przygarnięciu zwierzęcia, sięgamy do fachowej literatury, która opisuje cechy, zachowanie, a także potrzeby określonych gatunków. Doprowadza to do sytuacji, w której chcemy stworzyć zwierzakowi jak najlepszy dom i nie rozumiemy, że go krzywdzimy. Problem ten jest doskonale widoczny na przykładzie wielu ras psów o specjalnych potrzebach dotyczących ich utrzymania. I nie chodzi tu wyłącznie o ciepły kąt do spania, pełną miskę i dobre słowo właściciela, a o odpowiednie traktowanie zwierzęcia, którego potrzeby przedstawione są chociażby w wzorcu rasy. Bez tegozwierzęta bardzo często zapadają na choroby psychiczne, takie jak nerwica czy nawet depresja. Stają się uciążliwe dla swojego właściciela i całego otoczenia, w którym przebywają. Ludzie zapomnieli, że pies pochodzi od wilka, i że w procesie udomowiania, człowiek stworzył wszystkie rasy w określonym celu. Mamy zatem psy pasterskie, stróżujące, zaprzęgowe, myśliwskie. W samych rasach psów myśliwskich jest cała masa odmian, o zróżnicowanych potrzebach. I tak są tu psy aportujące, płoszące, tropiące. Każda z tych odmian w genach niesie inną informację o potrzebach pokarmowych, utrzymaniu, ruchu, czy kontakcie z człowiekiem. Wśród ras psów znajdą się takie, dla których wystarczający jest sporadyczny kontakt z człowiekiem i takie, dla których rozłąka z właścicielem będzie zawsze wiązała się stresem i cierpieniem. Człowiek nie wyhodował tylko jednej odmiany psów – psa „kanapowca”, natomiast do roli tej stara się przystosować niemal wszystkie obecne na rynku rasy. Taka moda wyrządza najwięcej szkód i krzywdy zwierzętom. Widać to m.in. po zapełnionych schroniskach, gdzie oczywiście królują kundelki, ale na drugim miejscu są zawsze psy danej, modnej w danym czasie rasy psów. Człowiek bez zastanowienia nabywa pięknego szczeniaczka, jednak błędy wychowawcze spowodowane brakiem czasu, niewiedzą, a często niestety lenistwem, sprawiają, ze już ok. szóstego miesiąca życia psa uwidoczniają się problemy, z którymi niedoświadczony właściciel zwyczajnie sobie nie radzi. Są to np. bardzo poważne zniszczenia w domu. Każdy szczeniak ma na swoim koncie zjedzoną nogę od stołu lub nowe buty opiekuna, jednak problem o którym piszę jest dużo bardziej poważny. Psy o zaburzonym zachowaniu zamieniają dom w istne pobojowisko. Gryzą meble, roznoszą różne przedmioty, robią dziury w ścianach. Poza tym wyją i szczekają. Mogą także okaleczać same siebie, obgryzając swoje łapy, lub wygryzając sobie sierść. Jeśli problem pozostaje nierozwiązany, pojawiają się konflikty z sąsiadami, którzy mają dosyć całodziennych „koncertów”. Ponadto znerwicowane psy mogą stać się agresywne dla otoczenia, co bardziej wynika z ich lękliwości i frustracji, niż z dominującego charakteru. Przykłady można mnożyć. W latach 90. wszyscy zaczęli mówić o „wrednych spanielach, które potrafią ugryźć swojego właściciela”. Rzeczywiście, u części psów dało się zaobserwować zachowanie określane przez specjalistów mianem „syndromu szaleństwa spanieli”. Winą zostały obarczone zwierzęta, a prawda została przemilczana. Powodem problemów ze spanielami była do dziś powtarzająca się sytuacja – kiedy dana rasa jest popularna hodowcy posiadający pożądane psy krzyżują i rozmnażają jak największą liczbę zwierząt, chcąc po pierwsze jak najwięcej zarobić, a po drugie po prostu zaspokoić w ten sposób potrzeby rynku. Agresywne cockery w latach 90. były potomkami tylko jednego reproduktora sprowadzonego do Polski z Anglii, który poza niewątpliwą urodą charakteryzował się agresywnym zachowaniem. Istnieje prawdopodobieństwo, że gdyby spaniele nie byłyby w owym czasie tak popularne, nie rozmnożono by tego psa w ogóle lub przynajmniej tak licznie. Dziś sytuacja wydaje się powtarzać w przypadku labradorów. Coraz częściej weterynarze i behawioryści słyszą, że te spokojne psy wykazują zachowania agresywne. Prawdopodobnie nadmierny popyt spowodował, że ludzie znów zaczęli więcej myśleć o możliwym zarobku niż dobru rasy. Konsekwencją podobnych sytuacji jest coraz częstsze pozbywanie się zwierząt, bądź odpowiadanie na agresję agresją, bądź nawet przemocą. Właściciele zamiast udać się po pomoc do doświadczonego szkoleniowca, starają się na własną rękę rozwiązać problem. W świadomości wielu osób pokutuje wciąż przekonanie, że zwierzę należy zdominować, żeby wyegzekwować u niego określone zachowanie, a do osiągnięcia tego celu niejednokrotnie stosowane są brutalne metody wychowawcze. Postępując tak często jednak zapominamy o tym, że w psie, który jest tak traktowany wzrasta poziom lęku, a to właśnie lęk najczęściej jest podłożem agresji. Współczesne metody szkoleniowe, kładą nacisk na dogłębne poznanie behawioru zwierząt, z którymi pracujemy. Mając wiedzę na temat np. gestów dominacyjnych możemy przejąć władzę nad psem w sposób bezkrwawy. Przykładowo obserwując spotkanie dwóch psów, możemy dowiedzieć się, czy nasze zwierzę jest uległe, czy nie. Jeśli stanie bokiem do psa, okazuje mu podległość (zasada litery T). Wykorzystujmy taką wiedzę w naszym szkoleniu. Najważniejsze jednak, byśmy pracowali z psem od jak najwcześniejszego wieku. Pierwsze, podstawowe szkolenie powinno zacząć się już w ósmym tygodniu, kiedy zwierzę nie ma jeszcze wyrobionych określonych nawyków. Łatwiej bowiem wtedy ukształtować zachowanie naszego psa, niż później je zmienić. Zawsze pamiętajmy również o sowitym nagradzaniu psa za dobrze wykonane zadanie. Poczęstowanie go ulubionym smakołykiem czy danie zabawki sprawi, że zwierzę będzie dobrze kojarzyło nie tylko nas, ale i pracę z nami. Niezwykle istotna jest również konsekwencja. Jeśli nie chcemy, by pies wchodził na kanapę, to zawsze mu tego zabraniajmy, a nie raz tak, a raz nie. Nauczmy zwierzę, kto ustala zasady. Podawajmy mu posiłek, kiedy sami jemy, lub później, ale na pewno nie wcześniej. Dla nas może to nie mieć dużego znaczenia, a w świadomości psa stajemy się „przywódcą stada”, który jak to w przyrodzie bywa, konsumuje pierwszy. Te z pozoru banalne zasady pozwolą bezkonfliktowo i przede wszystkim bez zbytecznej agresji ustalić hierarchię i zapobiegną ewentualnym konfliktom na tej płaszczyźnie. Oczywiście, zdarzają się przypadki psów o wyjątkowo twardym charakterze i dominującym usposobieniu. Ich właścicielem powinna być osoba silna i stanowcza. Nadal jednak nie chodzi tu o katowanie psa, a jedynie o mocniejsze szarpnięcie smyczą, zmuszenie do warowania, unieruchomienie. Jeśli właściciel nie potrafi zapanować nad swoim psem zdecydowanie powinien zwrócić się o pomoc do doświadczonego szkoleniowca, a nie sam poprzez bicie starać się wyegzekwować określone zachowanie. Człowiek bez fachowej wiedzy może tylko wyrządzić zwierzęciu krzywdę. W bardzo skrajnych przypadkach można podać psu środki farmakologiczne. Dobrym rozwiązaniem jest zwrócenie się o pomoc do weterynarzy i behawiorystów. To niewątpliwie oznaka zmieniającej się mentalności ludzkiej. Pojawia się jednak pytanie, jak długo miłośnicy zwierząt będą jeszcze musieli walczyć o to by ludzie zachowywali się „po ludzku” w stosunku do swoich pupili? Coś za coś Nie wszyscy mają warunki do hodowania dużego psa, inni nie mają wystarczająco dużo czasu, jeszcze inni myśleli o kocie… szukając więc najlepszego wyjścia z sytuacji kupili… królika. Sprzedawcy w sklepach zoologicznych często słyszą pytanie: „Czy królik jest bardziej jak pies, czy jak kot?”. Odpowiedź na przytoczone pytanie może być tylko jedna. Królik, to tylko królik. Nie jest mniej kłopotliwą wersją psa, ani mniejszym kotkiem. Przeważnie jednak zanim padnie pytanie o naturę królika, ludzie przygarniają zwierzę. Po kilku tygodniach są bardzo zawiedzeni, gdyż podjęli decyzję posiadając określone oczekiwania w stosunku do zwierzęcia. Nie rozumieją, że jego natura może sprawić, że nigdy nie da się nosić na rękach ani przytulać. Króliki nie zawsze stają się pupilkami rodziny. Niektóre pozostają indywidualistami na zawsze. Problem, który może się pojawić nie wynika zatem z „nieodpowiedniego” osobnika, który nam się trafił, a raczej z braku wiedzy na temat zwierzęcia, z którym przyjdzie nam żyć kilka lat pod jednym dachem. Króliki to wyjątkowo wrażliwe zwierzęta, a realizacja ewentualnego planu pozbycia się zwierzęcia z domu może się skończyć dla niego śmiercią. Niektóre zwierzęta nie muszą odczuwać przemocy fizycznej, by cierpieć z powodu ludzkiej bezmyślności lub krótkowzroczności. Problemy, które zwierzęta czasami sprawiają niejednokrotnie wynikają z ludzkich nieprzemyślanie podjętych decyzji, z „owczego pędu”, który nakazuje im nabywanie zwierząt tej samej rasy, czy w końcu zrzucania odpowiedzialności na zwierzę za błędy w wychowaniu, które tak naprawdę popełnili opiekunowie. Miłość do zwierząt, choćby najszczersza, powinna opierać się na rozumie. Ani człowieka, ani zwierzęcia na siłę nie da się uszczęśliwić. Autor: Katarzyna Wójcik |